Pokój furii – tylko rozrywka czy faktyczne rozładowanie stresu?

Jakiś czas temu pojawiły się doniesienia o tzn. pokoju furii – miejscu, które za 150 zł można zniszczyć niemalże roznieść w drobny mak. Podobno cieszy się on sporym powodzeniem, a zapytani uczestnicy po wyjściu z tego specyficznego seansu wydawali się odprężeni i zadowoleni.


Czy zatem niszczenie stało się dla ludzi formą odreagowania stresów i napięć? Wydaje się, że jest to całkiem niezły sposób –obserwując reakcje tych, którzy próbowali. Już wiele lat temu z doniesień bodajże japońskich (podkreślić warto, że nie amerykańskich) naukowców jasno wynikało, iż działania destrukcyjne (w tamtym przypadku było to tłuczenie waz i talerzy) skutkują wyzbyciem się nagromadzonego w nas stresu.

stres2
Pokoje furii czy zniszczenia są jednak i pewną forma rozrywki i należy zdawać sobie z tego sprawę. Gdyby bowiem chodziło tylko i wyłącznie o pozbycie się stresu, ten czy ów pojechałby po prostu za miasto, zabrałby kilka starych talerzy i rzucałby nimi aż do osiągnięcia stanu nirvany, ukojenia i cudownego spokoju. Tutaj jednak liczy się całokształt – to, jak umeblowany jest pokój, fakt, iż dostajemy do ręki młot i ochronne ubranie. W grę wchodzi tu także rozrywka i trudno udawać, że jest inaczej. Jednak czy nie o to właśnie chodzi, by stworzyć zgrabny mariaż działania antystresowego i ludycznego?

Wychodzimy spokojniejsi, zrelaksowani, a jednocześnie mamy poczucie, iż spędziliśmy czas na zajęciu oryginalniejszym od pójścia do kina, na zakupy czy do salonu spa. Być może zatem warto spróbować?